Jak Donaldo "El Sol Del Peru" z kryzsem walczył

Donaldo wracał właśnie do pracy, z krótkiej czterogodzinnej przerwy, którą sobie zrobił, by z chłopakami zagrać w nogę na boisku pobliskiego liceum. rn rn Trochę się meczyk przeciągnął, bo po piwku zrobili i zioło zapalili, żeby trochę się rozluźnić. Niestety pod kancelarią premiera kłębił się tłum dziennikarzy;


- Diabli nadali - szepnął ni to do siebie, ni do kierowcy Donaldo. Postanowił jednak stawić czoła wyzwaniu i wysiadł z samochodu, kierując się w stronę przedstawicieli "czwartej władzy".


- Dzień dobry, państwu - rzucił Donaldo i uśmiechnął się promiennie. Zachwyceni dziennikarze również odpowiedzieli uśmiechami. Padły też pierwsze pytania:


- Jak rząd zamierza zminimalizować skutki powodzi?


Donaldo zastanowił się chwilę... No, właśnie; jak? A następnie odpowiedział:


- Proszę państwa, zacznijmy od tego, że katastrofalne skutki powodzi są efektem zaniedbań dzisiejszej opozycji, która, kiedy była u władzy nie zrobiła nic, by przygotować zalane dziś tereny na taką ewentualność. Mój rząd robi ze swojej strony wszystko co w jego mocy, by nie tylko zminimalizować szkody wyrządzone przez powódź, ale i zapewnić pomoc ofiarom tejże powodzi. W najbliższym czasie zamierzamy uruchomić środki, które zostaną przekazane najbardziej potrzebującym.


- Panie premierze, jak wytłumaczy pan fakt, że kryzys, który tak boleśnie dotyka światowe rynki finansowe, tylko w minimalnym stopniu uderza w Polskę?


- Jest to efektem rozsądnej polityki finansowej prowadzonej przez mój rząd - odpowiedział Donaldo, a potem dodał - Skutki byłyby jeszcze mniej widoczne, gdyby nie karygodne zaniedbania poprzedniego rządu! Na pewno fakt, że Polska nie jest w strefie euro potęguje skutki kryzysu. Gdyby zamiast niestabilnej złotówki Polska miała euro, wzrost gospodarczy wynosiłby...12...może nawet 14%?- rzekł Donaldo i uśmiechnął się.


Na twarzach dziennikarzy odmalował się zachwyt. Kilka dziennikarek jęknęło znacząco, sygnalizując przeżywany orgazm.


- Panie premierze, na jaką kwotę szacowana jest dziura budżetowa?


No tak! Jak zwykle musiał się znaleźć dziennikarz Rozgłośni Toruńskiej, który przy każdej okazji psuł atmosferę. Równie dobrze mógłby pierdnąć.


- Rząd już pracuje nad tym, by nie dopuścić do załamania finansów państwa. Myślę, że państwo wiedzą, iż za obecne kłopoty w dużej mierze odpowiada poprzedni rząd, który...odpowiada w dużej mierze za obecne kłopoty!- odpowiedział Donaldo i uśmiechnął się.


Jedna z dziennikarek osunęła się zemdlona, acz z wyrazem ekstazy na twarzy. Jej koleżanki i koledzy ze zrozumieniem pokiwali głowami.


- Cóż, na teraz dziękuję państwu, muszę wracać do pracy- powiedział oddalając się Donaldo.


Donaldo wszedł do swojego gabinetu i zawołał sekretarkę:

- Zwołaj na...17? Nie, na 19 posiedzenie rządu. Obecność obowiązkowa. I poszukaj mi jakiegoś podręcznika ekonomii... Muszę się w końcu dowiedzieć, co to jest ta dziura budżetowa.


Lekko zdziwiona sekretarka zatrzepotała rzęsami;


- A to, to ja mogę ci powiedzieć. Przecież jestem magistrem zarządzania i marketingu. Trochę się na tym znam!


Donaldo spojrzał na swoją sekretarkę z niekłamanym szacunkiem; nie ma co, ma dziewczyna głowę na karku.


Gdzieś koło 20-tej zaczęli się schodzić pierwsi ministrowie. Jak zwykle pierwszy przyszedł generał inżynier Pawlaś ze swoim nieodłącznym laptopem. Ostatni, koło wpół do dziesiątej wieczorem pojawił się Darek Sikorny, naburmuszony, że w lecie musiał tłuc się do Warszawy ze swej wiejskiej posiadłości.


- Co ja będę dużo mówił - zaczął Donaldo - mamy dziurę w budżecie, którą jakoś trzeba zaszyć!


- Chyba załatać? - wyraził wątpliwość minister sportu Drewnowski.


- Może i załatać? W każdym razie coś z nią trzeba zrobić, a ja czekam na propozycje.


Oczy zgromadzonych zwróciły się na ministra finansów. Jean-Jacques de Rosstocki, uchodził za perłę tego rządu. Fachowiec, ceniony w wielu europejskich stolicach. Przede wszystkim w Berlinie i Paryżu. Bywalec salonów, ulubieniec bankierów...


- Cóż... porę mamy późną, więc powiem krótko i na temat: wydatki są, a pieniędzy na nie nie ma! I nie mam pojęcia skąd je wziąć! Albo można ograniczyć wydatki...Ale nie wiem, które!


Po tej deklaracji zapadła cisza, w której słychać było tylko pracę laptopa wicepremiera Pawlasia. Po kilku minutach sytuacja stała się dość niezręczna i poirytowany Donaldo walnął w stół otwartą dłonią:


- Usłyszę jakieś propozycje?


- Można, by dodrukować.-rezolutnie rzuciła, znana z genialnych pomysłów minister edukacji Corridor.


Jasne! Że też Donaldo wcześniej na to nie wpadł! Zamiast siedzieć tu teraz i gadać o niczym, mógłby obejrzeć w telewizji jakiś mecz, albo dobry serial.


- To nie jest takie proste- odezwał się de Rosstocki - nie możemy dodrukować pieniędzy, tak po prostu.


- A co, nie mamy papieru?- zainteresował się Donaldo - To ja mogę zadzwonić do Andżelli i ona na pewno nam pomoże! Ona zawsze nam chętnie pomaga. Myślę, że w przeciwieństwie do naszych poprzedników, nas po prostu lubi? I ufa nam! Może nawet od razu u siebie wydrukuje gotowe banknoty?


- Tak nie da rady - ostudził zapał premiera de Rosstocki - to jest jakoś tak, że musimy mieć pokrycie na te pieniądze w produkcji, albo musimy je pożyczyć sprzedając obligacje. Ale tych chyba nikt nie kupi?


- To co mamy robić?


- No, możemy ciąć wydatki! Ale tu trzeba konkretnych decyzji: komu zabieramy i ile.


Na sali zapadła cisza. Chyba nikt nie miał ochoty pozbywać się swoich(!) pieniędzy. Zresztą przecież wszystkie zadania realizowane przez ministerstwa są potrzebne i ważne!


Po 15 minutach nieznośnego milczenia odezwał się Donaldo:


- W sumie powinienem zacząć od siebie, ale ja naprawdę nie mam gdzie szukać oszczędności! Kancelaria zatrudnia tylko najpotrzebniejsze osoby i to za groszowe wynagrodzenie, więc sami rozumiecie...


Zgromadzeni ze zrozumieniem pokiwali głowami. Ponieważ teraz wypadało zabrać głos, któremuś z wicepremierów oczy zgromadzonych lustrowały, a to generała inżyniera Pawlasia, a to Szodynę, ci jednak milczeli jak zaklęci. Wreszcie nie wytrzymał de Rosstocki:


- No może coś pan powie, Pawlaś..Jakaś propozycja?


- Nie - rzucił Pawlaś nie podnosząc wzroku znad laptopa.


- W sumie to, by wypadało, żebyś....-Donaldo uznał za stosowne włączyć się do wymiany zdań.


- Mam wyjść? - spytał Pawlaś


- Z posiedzenia rządu? - odpowiedział pytaniem Donaldo


- Nie! Z koalicji...


Po krótkiej chwili milczenia, Donaldo stwierdził:


- No, może rzeczywiście tu nie ma z czego ciąć? W końcu gospodarka jest kołem zamachowym... Czy jakoś tak?


Obok Donaldo siedział minister sportu Drewnowski i wypadało, by teraz on coś powiedział...


- Taaak... Ja... No oczywiście rozumiem powagę sytuacji i...konieczność oszczędzania i...chętnie zadeklarowałbym pewne oszczędności, ale... rozumiecie, Euro'12... UEFA... FIFA... ukraińscy partnerzy... No i stadiony trzeba przecież wybudować! Sam "narodowy" będzie kosztował ze 3,5 miliarda...


- Dziwne, jeszcze niedawno miał kosztować 2 miliardy! A zanim weszła ustawa o Euro'12, to w ogóle coś z 500 milionów!- obruszył się de Rosstocki.


- W zasadzie... no można by wybudować stadion i za 500 milionów, ale nie zapominajmy, że jesteśmy członkiem Unii Europejskiej, a to nas do czegoś zobowiązuje! Chyba, że chcemy przyjąć gości Euro na jakichś trzecioligowych boiskach? Poza tym, nie robimy tego przecież dla siebie! To zostanie dla wielu następnych pokoleń! Tylko pomyślcie: greckie amfiteatry trwają przez tysiące lat!


Donaldo nic nie powiedział, ale widać było, ze jest wzruszony tym, co powiedział Drewnowski. A ponieważ kolejnym był minister rolnictwa, to sprawa poszła dość szybko:


- Nie dam! Moje i nie dam! Należy mi się...Należy się polskiemu rolnictwu!!!
Po ministrze spraw wewnętrznych nikt nie spodziewał się jakichś deklaracji, gdy tymczasem...


- No, ja bym coś może i znalazł? - mruknął Szodyna, a po sali przeszedł pomruk- W końcu możemy zaoszczędzić na paliwie do radiowozów, a i patroli nie musi się tyle włóczyć po miastach... Na co to komu? W nocy porządni ludzie śpią w domach! A jak łażą po ulicach, to sami sobie winni! Bo ja wiem? Mogę obniżyć budżet ministerstwa o parę miliardów. Niby powódź była, ale skoro się nie poubezpieczali to sami sobie winni!!


- Brawo! - ucieszył się Donaldo - Podoba mi się taka postawa! Kto jeszcze?


Po sali poszedł pomruk, a po chwili odezwała się minister Miotacz:


- To może i ja coś znajdę? No, bo tak: gdyby podnieść składkę zdrowotną, podnieść składkę rentową, a koszyk usług gwarantowanych zmniejszyć, to oszczędności mogą być spore... W końcu 80% emerytów i tak chodzi do lekarza w celach towarzyskich! A młodzi zrozumieją jeśli zaprzyjaźnione media naświetlą sprawę w odpowiedni sposób... Można też dodać, że rząd wycofuje się z pomysłu refundowania in vitro, to nam da przychylność Kościoła...


Donaldo nigdy nie podejrzewał, że minister Miotacz jest, aż tak bystra. Nie był w tym zresztą odosobniony, bo chyba nikt jej o to nie podejrzewał? Jej satysfakcja była tym większa...


Następną w kolejce była minister edukacji o swojsko brzmiącym nazwisku Corridor


- Ja nie tylko mam propozycje, ale nakreśliłam już wstępny plan! Religia wróci do salek katechetycznych, nauczycieli etyki zastąpią nasi przyjaciele z organizacji pozarządowych... Mam już wstępne deklaracje Frontu Wyzwolenia Kobiet, Kampanii "Precz z heterofilią", Abortion First!, czy Wspólnoty na Rzecz Gai... To pomoże młodym ludziom ukształtować nowoczesny, europejski światopogląd, wolny od zaściankowych pojęć tzw. patriotyzmu i obskuranckiego katolicyzmu. Ponadto zlikwidujemy lekcje informatyki, bo i tak każdy ma w domu komputer, oraz WF... Młodzież i tak sporo się rusza... Resztę zajęć zmniejszamy o połowę.


- Wspaniale - Donaldo, aż podskoczył na krześle- twój plan jest po prostu g-e-n-i-a-l-n-y!!!


Minister Pudrzycka nie chciała pozostać w tyle, więc zaproponowała:


- Studia na państwowych uczelniach powinny być tylko dla naprawdę wybitnych! Proponuję - na bezpłatne studia - przyjmować tylko osoby mające rekomendacje dwóch profesorów; to zapewni nie tylko odpowiedni poziom intelektualny, ale i etyczny - przynajmniej części - studentów. No i będzie motywacją dla reszty, która już za studia zapłaci. Nie widzę też powodu, by program studiów był, aż tak przeładowany... Myślę, że 2 i pół roku studiów licencjackich i półtora magisterskich w zupełności wystarczy... Oczywiście dla wybitnych jednostek, wskazanych przez wiarygodnych naukowców, można otworzyć studia doktoranckie po licencjacie, co da kolejne oszczędności. - zgromadzeni z niedowierzaniem pokiwali głowami. Nikt przecież nie spodziewał się, że zaoszczędzenie kolejnych paru miliardów będzie tak łatwe!


Kolejnym który zabrał głos był minister obrony narodowej, Kluch:


- Myślę, że i ja mogę zadeklarować spore oszczędności. Przecież wiemy wszyscy, że nikt nie chce nas napadać, a nawet gdyby to nasi wypróbowani przyjaciele z Unii Europejskiej i NATO natychmiast pośpieszą nam z pomocą...W związku z tym możemy śmiało zredukować armię do 50, a nawet 40 tysięcy żołnierzy. Za misje zagraniczne zapłaci NATO, ONZ i Stany Zjednoczone, a w kraju nam wojsko niepotrzebne... No może z parę tysięcy na wypadek klęsk żywiołowych czy rozruchów? A i na sprzęcie też możemy zaoszczędzić...


- Mnie nawet Andżella obiecała całkiem dobre, używane czołgi!- wtrącił Donaldo - Góra 40-letnie! A wojny przecież nie było, więc mało eksploatowane...


- Świetnie - ucieszył się Kluch - to jeszcze bardziej zmniejszy wydatki mojego resortu!


Darek Sikorny zrozumiał, że nadszedł czas, by i on zabrał głos:


- Cóż, polityka zagraniczna to, jak wiadomo, delikatna materia, ale... Myślę, że i z mojej strony możliwe są pewne deklaracje. Po pierwsze proponuję zlikwidować wszystkie konsulaty... Są ambasady i jeśli komuś zależy to wie gdzie je znaleźć. Druga sprawa; myślę, że możemy spokojnie zlikwidować ambasady w Ameryce Łacińskiej! Interesy mamy tam minimalne, nawet po zamknięciu ambasad godnie będą nas reprezentować wypróbowani przyjaciele z Unii Europejskiej, no i wreszcie ostatnia sprawa: oni tam wszyscy popierają tan cały USOPAŁ, tego nazisty i szmalcownika Kobylińskiego! A to,tak, jakbyśmy i my udzielali mu swojego poparcia.


- Ale sąd go uniewinnił... -zauważył nieśmiało minister sprawiedliwości, Mucza.


- Tak! Ale, mimo że nie znam szczegółów jestem pewien, że nastąpiło to po niedopuszczalnych naciskach ministra Żebry!- celnie zripostował Sikorny, po czym kontynuował:


- Nie możemy pozwolić, by pieniądze polskiego podatnika zasilały organizacje antysemickie i ksenofobiczne! Co sobie pomyślą nasi wypróbowani przyjaciele z Izraela?- i kontynuował- Możemy też zredukować personel tych ambasad, które pozostaną... Przecież po ratyfikacji traktatu z Lizbony, staniemy się członkiem wielkiej europejskiej rodziny, która będzie dbała o interesy wszystkich swoich podmiotów...


- Ależ pięknie to powiedziałeś - wzruszyła się minister Corridor.


- To i ja coś dorzucę - odezwał się minister kultury, Sanatoryjny - po pierwsze możemy zlikwidować część muzeów; przede wszystkim te, które stanowią kość niezgody między nami, a naszymi wypróbowanym przyjaciółmi z Unii Europejskiej... Muzeum powstania warszawskiego,chociażby. No i oczywiście likwidacja tego rozsadnika nienawiści: Narodowego Instytutu Pamięci!


- Ja to nawet gdzieś słyszałam, że te wszystkie akta to można by na makulaturę sprzedać i trochę grosza zarobić- odezwała się minister Pudrzycka


- Tak - dodał Sikorny - ponoć za granicą można nawet więcej wziąć za te papierzyska?


- To może ja zapytam Andżellę, czy by nie kupiła- włączył się Donaldo.


- Spytaj...Ale chyba nie kupi... - wyraził swą wątpliwość Darek- Choć pewnie kupcy się znajdą...


- Co ja będę dużo gadał - Donaldo "el Sol del Peru" był wyraźnie wzruszony- jestem z was dumny! A i wy możecie być z siebie dumni! Załataliśmy dziurę budżetową. Uratowaliśmy nasz kraj! A może i całą Europę?


Dziennikarze nie na próżno czekali do 2 nad ranem pod kancelarią premiera. Ich cierpliwość została a wynagrodzona. Kilka minut po drugiej do tłumu dziennikarzy wyszedł uśmiechnięty Donaldo, kila dziennikarek natychmiast dostało spazmów rozkoszy i osunęło się na chodnik.


- Proszę państwa! Mam bardzo dobre wiadomości! Mimo iż dzisiejsza opozycja zostawiła finanse państwa w opłakanym stanie, udało nam się! Oddaliśmy od Polski groźbę kryzysu, a finanse państwa zostały uratowane!


Gdy o szóstej rano kioskarze wyłożyli poranne gazety, na pierwszej stronie Gazety Wybitnej krzyczał wielki tytuł "NOWELIZACJA BUDŻETU. WRESZCIE FINANSE GODNE EUROPEJSKIEGO PAŃSTWA!"

Bogdan Pliszka

 

Za: prawica.net

© 2017 KIELCE ŚWIĘTOKRZYSKIE POLSKA ŚWIAT | pF