Towarzysz Kapuściński, czyli opis pornografii

Przeczytałem książkę Artura Domosławskiego Kapuściński non-fiction1. Książka ta jest pięknym opisem duszy polskiego partyjniaka. Trudno o takich ludziach mówić, że byli komunistami; ich obrazy świata i systemy wartości były całkowicie ukształtowane przez doświadczenie i praktykę PRL-u. Jaki zatem byt kształtował świadomość i tożsamość towarzysza Kapuścińskiego?


Ryszard Kapuściński urodził się na kresach Rzeczypospolitej w 1932 roku, ale krainę dzieciństwa opuścił wraz z rodzicami zaraz na początku okupacji niemiecko-sowieckiej, przenosząc się z Kresów do Polski centralnej. Gdy wojna się skończyła, miał trzynaście lat, a więc cały okres edukacji i kształtowania jego światopoglądu politycznego przypada na okres "walki o władzę ludową" i Planu Sześcioletniego. Nie wdając się w dalsze szczegóły można przyjąć, że jego ojczyzną był socjalizm we wszystkich odcieniach rządów komunistycznych. Najpierw członek ZMP, później członek PZPR od 11 kwietnia 1953 roku. Partia i jej ideologia są dla niego sądem, rządem i światopoglądem. Można przy tym zauważyć, że jego początek drogi do partii, jak i koniec przynależności do niej, ma charakter wejścia i wyjścia grupowego. Do ZMP - jak pisze Domosławski - zapisywano całe klasy, zaś wystąpienie z partii też miało charakter grupowy: organizacja partyjna w redakcji Kultury podjęła decyzję o samorozwiązaniu na znak protestu przeciw stanowi wojennemu, a Kapuściński nie zgłosił ponownego akcesu do PZPR, więc skreślono go z ewidencji w 1984 roku. I tak wyglądało wystąpienie. Przy okazji warto dodać, że pismo Kultura, zawieszone w stanie wojennym, nigdy nie zostało reaktywowane.


Opisując swój życiorys Kapuściński zatytułował go: Podróże z Herodotem; skoro tak, to ja mam prawo odczytać Kapuścińskiego Arystotelesem. Jak wiadomo, dla Arystotelesa przyczyną ruchu był czynnik stały i poruszający - arché, pierwsza i fundamentalna zasada wszelkiej podmiotowości. I taka zasada jest kluczem do zrozumienia każdej aktywności. Zasadę, która kierowała Kapuścińskim, najlepiej opisał José Ortega y Gasset przytaczając przemówienie pewnego socjalistycznego ministra, streszczającego swoje własne życie. Minister ów powiedział: "Nasz socjalistyczny legion, z każdym dniem coraz bardziej jednoczył ów nowy religijny duch, niemal tak już silny jak chrześcijaństwo, zwany robotniczą solidarnością"2.


Komentując ten fragment Ortega zauważa:


"Jak to się dzieje, że takie słowa - niezależnie od stopnia ścisłości tego, co głoszą z - egzaltacją właściwą Listowi do Koryntian wypływają niczym z zapadni w przemówieniu tego człowieka, odważnego i osławionego przecież ateisty? Jakiż to brak czyni z tego przemówienia religię i sprowadza do poziomu chrystianizmu? Dlaczego nie wystarcza mu ekonomia polityczna i socjalizm? Po co je rozciągać aż na coś religijnego?


A jednak błędem byłoby uważać, iż chodzi tu o czystą retorykę, choć niewątpliwie jest to także retoryka. Otóż czystą retoryką to nie jest i ten, kto przeczyta początkowy, pełen emocjonalnego napięcia fragment tego przemówienia, nie tylko przekona się, że tak nie jest, ale znajdzie przykład potwierdzający moją tezę. W istocie bowiem opowiada on, że jako dziecko przebywał w robotniczych dzielnicach Bilbao: 'I tam, w tym otoczeniu wzrosłem duchowo, a przebiegając w pamięci nader smutne wspomnienia opuszczonego dzieciństwa powziąłem, nie wiem, czy szybko, czy wolno - tak powstały przecież najsilniejsze duchowe charaktery - powziąłem przeto postanowienie, wytyczyłem sobie cel, aby całe życie służyć wszystkim opuszczonym, wszystkim ubogim, wszystkim nieszczęśnikom, wśród których się obracałem i z którymi zawsze łączyły mnie silne duchowe więzy''3.


I tak w zasadzie mogłoby też brzmieć duchowe credo Kapuścińskiego.


Dalej zaś Ortega pisze: "Otóż, proszę państwa, czy ów socjalistyczny minister życzy sobie tego, czy nie życzy, jest to chrześcijaństwo w samej swej istocie - chrześcijaństwo zawieszone w próżni. Gdyby bowiem nie istniał chrystianizm, człowiekowi temu nigdy nie przyszłoby do głowy, aby poświęcać czemuś swoje życie. Na tym wszak polega fundamentalny element chrześcijańskiego doświadczenia człowieka: wszystko inne zdaje się sprawą drugorzędną, niemal anegdotyczną"4.


O trafności takiego ujęcia może świadczyć fakt, że gdy z Afryki wycofali się kolonialiści, neokolonialiści czy po prostu biali, imperialiści zarówno amerykańscy, jak i sowieccy, to na ich miejsce weszli Chińczycy, ale ich sposób prowadzenia polityki w Afryce polega na tym, że od miejscowych: kacyków czy tych, którzy tam "trzymają władzę", wykupują prawa do eksploatacji bogactw naturalnych, sprowadzają własnych robotników, którzy mieszkają w specjalnych obozach, nie utrzymując kontaktów z miejscowa ludnością, mają tam własną kuchnię, rozrywkę, kulturę - oczywiście w skąpym okresie czasu, jaki im zostaje poza pracą. Natomiast Chińczykom do głowy nie przyjdzie, że powinni się trochę poświęcić dla dobra bliźnich czy ubogich, a to wynika przede wszystkim z odmiennych korzeni kulturowych. W końcu tylko cywilizacja chrześcijańska odwołuje się do troski o los ubogich, jako misji, i nawet jeśli owa troska nie jest, w wielu wypadkach, realizowana w praktyce, to przecież w dalszym ciągu dla ludzi wychowanych w tej kulturze jest to wyrzut sumienia. I tak wygląda zaplecze kulturowe wrażliwości Kapuścińskiego.


Lecz nie jest to jedyny aksjomat etyczno-moralny, który w jakiś sposób określa Kapuścińskiego. Drugim takim aksjomatem jest niewątpliwie kodeks rewolucjonisty wywodzący się z kodeksu - Katechizmu rewolucjonisty - Siergieja Nieczajewa, a przyswojony przez bolszewików. W myśl zasad tego kodeksu, dla dobra rewolucji, wyzwolenia i postępu ludzkości, reprezentowanej przez wyklęty lud Ziemi i tych, których dręczy głód, godziwe jest zawieszenie wszystkich zasad etyczno-moralnych w stosunku do przeciwnika. Dobre jest to, co służy sprawie, a złe to, co sprawie nie służy. Może oczywiście Kapuściński pisać o szlachetności partyzantów "Che" Guevary w Boliwii, bo to służyło sprawie rewolucji, zapomina jednak dodać, że Guevara, jako minister i rewolucjonista na Kubie, ma "zasługi" godne Dzierżyńskiego. I wreszcie trzeci element, który można zaliczyć do aksjologicznej arché Kapuścińskiego: to akceptacja "lewicowego nacjonalizmu", i to zarówno w kraju, jak i za granicą. W kraju, w okresie po październiku 1956 roku był związany, a raczej miał koneksje i protekcję pośród "natolińczyków" czy późniejszych "partyzantów". Na zewnątrz zaś "walczył" z amerykańskim imperializmem i związanym z nim syjonizmem. Nota bene, o zaangażowaniu Kapuścińskiego w sprawę palestyńską Domosławski pisze zaledwie kilka słów na 540 stron druku. Tymczasem, Kapuściński postrzegał ruchy rewolucyjne i narodowo-wyzwoleńcze w "Trzecim Świecie" jako - używając ówczesnego języka - narodowe w formie, socjalistyczne w treści. Była to formuła obecna w partyjnym myśleniu w latach 1943-1949. Później twardzi komuniści, którzy - jak krzyczał Gomułka - "przyszli do nas w oficerskich szynelach", zakwalifikowali narodowe formy jako "odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne"; jednak po 1956 roku owa formuła zastała przywrócona do łask i stała się jednym z podstawowych narzędzi legitymizacji władzy, z tym, że w miarę upływu lat coraz więcej było tam narodowej formy, a coraz mniej socjalistycznych treści. Tak, że w końcówce rządów PZPR-u Jaruzelski, wprowadzając stan wojenny, odwoływał się do tradycji margrabiego Wielopolskiego, a nie powoływał się na konieczność walki z kontrrewolucją i wprowadził rogatywki; zaś jeden z ostatnich ministrów w rządach PZPR-u - Mieczysław Wilczek, stworzył swoimi reformami podstawy do gospodarki rynkowej. Do dziś starsi przedsiębiorcy wspominają czas Wilczka jako raj utracony. A do jakich zasad sprowadzały się socjalistyczne treści? Co było socjalistyczną treścią narodowej formy? - Domosławski wymienia następujące cechy: demontaż latyfundiów, nadanie chłopom ziemi, tworzenie spółdzielni rolnych, nacjonalizacja banków i - co trzeba jeszcze dodać - kluczowych gałęzi przemysłu. Jeszcze bardziej lapidarnie socjalistyczne treści ujmie Mieczysław F. Rakowski, który stwierdził, że nasze imponderabilia to: społeczna własność środków produkcji, kierownicza rola partii, sojusz ze Związkiem Radzieckim. I plus-minus tak socjalistyczne czy rewolucyjne treści postrzegał Kapuściński. W szerszym planie: mesjanizm lepszej przyszłości dla ubogich, w węższym - doświadczenia socjalizmu w PRL. A gdzieś w tle - wychowanie w tradycji, chrześcijańskiej i narodowej.


I być może Kapuściński zasługiwałby na szacunek i uznanie jako "Wańkowicz komunistów", gdyby jego reportaże były naprawdę zgodne z rzeczywistością, ale tak nie jest. Jak zaświadcza Domosławski, sam Kapuściński twierdził, że praca reportażysty niewiele różni się od pracy historyka, ale to właśnie historykowi (nawet jeśli posługuje się pięknym językiem literackim) nie wolno zmyślać ani faktów, ani źródeł - licentia poetica przysługuje tylko pisarzom. Podobny kanon odnosi się również do dziennikarzy czy reportażystów: wszelkie zmyślenia, konfabulacje, upiększenia, mieszanie fikcji z rzeczywistością odbiera tekstowi walor prawdziwości zawartych tam wiadomości. Celowo używam pojęcia wiadomości, a nie informacji, albowiem desygnaty tych pojęć różnią się zasadniczo, z czego nie każdy zdaje sobie sprawę. Albowiem wiadomość może być prawdziwa albo fałszywa, i kryterium rzetelności odnosi się w tym wypadku do kryterium prawdy. W oparciu o to kryterium można też dokonywać ocen typu: wiadomość dobra, wiadomość zła, w zależności od nadawcy bądź odbiorcy tej wiadomości. Tymczasem informacja, to zbiór danych mających znaczenie dla wykonanie określonego zadania, i nie zawsze zadaniem informacji jest przekazanie prawdy, często zadaniem informacji jest wywołanie określonego poruszenia. Informacja typu: "bomba w pociągu", nie musi być prawdziwa jej zadaniem jest wywołanie określonego poruszenia, wywarcie wrażenia zgodnego z oczekiwaniem nadawcy. Dlatego każda informacja wymaga również weryfikacji pod kątem tego, co jest jej zadaniem. Reasumując: wiadomość ma charakter refleksyjny, odwołuje się do kryterium prawdy; informacja ma charakter operacyjny i odwołuje się do kryterium skuteczności oddziaływania, w zależności od celu działania.


A jak w tych relacjach lokuje się Kapuściński? Przede wszystkim - jak dowiódł Domosławski - Kapuściński zmyślał zarówno źródła, jak i fakty, tworząc ze swoich zmyśleń całe zmyślone od początku do końca opowieści. Szczególnie obrzydliwa, z moralnego punktu widzenia, jest opowieść o cesarzu Etiopii Hajle Sellasje I, a w podtekście afirmacja etiopskiego Stalina - Mengistu Hajle Mariama i jego siepaczy.


Przychodzą tutaj na myśl skojarzenia z relacjami niektórych zachodnich pisarzy z Sowietów w czasach wielkiego głodu czy procesów politycznych, nie mówiąc już o tzw. pisarzach zaangażowanych z epoki stalinizmu, a i późniejszej. Podobnie jest z innymi, uchodzącymi za reportaże, opowieściami Kapuścińskiego. Na zmyśleniach można bowiem go bowiem przyłapać niemal na każdym kroku. Niektóre z nich, przytoczone przez Domosławskiego, mają charakter szczególnie nikczemny, z uwagi na zniesławianie pamięci jego własnych bohaterów.


Polecam tutaj - podany przez Domosławskiego - przykład fałszywej opowieści o ojcu dowódcy lewackiego oddziału partyzanckiego Chato Peredo, polityku i dziennikarzu Rómulu Peredo. W świetle relacji Kapuścińskiego miał to być pijak i człowiek wyłudzający pieniądze przy pomocy prowadzonej przez siebie gazety. Domosławski tak opisuje swój dialog z Chato Peredo, gdy ten zapoznał się z fragmentami opowieści dotyczącej jego ojca, serwowanej jako reportaż.


" - Skąd pan to wziął? Co to za fantazje!


- Coś się nie zgadza?


- To powieść, nawet barwnie napisana, ale wszystko nieprawda. No, prawie wszystko.


Chato bierze z półki opasłą encyklopedię boliwijską, szuka hasła "Rómulo Peredo" i czyta na głos: że ojciec był wydawcą, redaktorem naczelnym poważnej gazety, politykiem pierwszej ligi, w latach czterdziestych - senatorem, patriotą i demokratą, który musiał uciekać do Chile przed represjami kolejnych dyktatur... Opis w encyklopedii wskazuje, że Rómulo Peredo to był KTOŚ - ktoś poważny, nie skandalista, łajdak, naciągacz.


- Ten pana... jak mu tam... to drań jakiś! Człowiek bez moralności!


- Pamięta pan kiedy się spotkaliście?


- W życiu nie widziałem go na oczy. Ktoś mu naopowiadał, bo przyznaję, jest tu coś z prawdy, do tego nazbierał plotek, resztę zmyślił.


Proszę o dalszą lekturę tekstu. Chato co chwilę wskazuje kolejne szczegółowe nieścisłości (...).


Dalej Kapuściński przytacza relację, spisaną z taśmy magnetofonowej, Guillerma Véliza - partyzanta z oddziału Chato. Znowu to samo, Guillermo nie mógł tego opowiedzieć, nie w ten sposób. Fakty wymieszane z fikcją. Co to za facet, co to za facet? - Chato powtarza to jeszcze wiele razy"5.

© 2017 KIELCE ŚWIĘTOKRZYSKIE POLSKA ŚWIAT | pF