Komoruski

Pozew złożony w trybie wyborczym przez Bronisława Komorowskiego, oskarżający Jarosława Kaczyńskiego o nieprawdziwe stwierdzenia, co do polityki Platformy Obywatelskiej i jej kandydata na prezydenta w kwestii prywatyzacji szpitali to propagandowy humbug.Komorowski, w odróżnieniu od Kaczyńskiego, nie ma programu, więc skacze do gardła tym, którzy go mają.


Ze służbą zdrowia jest tak, że PO w swoim programie z 2006 roku zapowiadała prywatyzację szpitali, stwierdzając m.in., że "konkurencja ma znaczenie fundamentalne dla funkcjonowania każdego rynku, w tym medycznego, ważnym krokiem do jej zwiększenia jest prywatyzacja służby zdrowia". Koordynatorem prac nad tym programem był Bronisław Komorowski. A o czym mówiła była posłanka PO Sawicka, przyłapana przez CBA, jak nie o "kręceniu lodów"? Wystarczy też sięgnąć do zawetowanej skutecznie przez Lecha Kaczyńskiego ustawy o prywatyzacji szpitali z ubiegłego roku, czy stenogramów sejmowej komisji zdrowia, by przekonać się kto ma rację.
Niestety, z polskiej praktyki politycznej wynika, że fakty faktami, a sądy sądami.


Towarzysz Wiesław na bis
Brak programu Komorowski wypełnia pozwem sądowym, "palikotówkami", wreszcie - kłótniami o debaty telewizyjne. Językiem konfrontacji, którego powrót krytykuje nawet "Gazeta Wyborcza".
Sztab Bronisława Komorowskiego zaproponował Jarosławowi Kaczyńskiemu odbycie debaty wyborczej w telewizji TVN i TVN 24, rekomendując studia tych stacji, jako grunt neutralny.


W istocie TVN jest stacją jawnie wspierającą Komorowskiego, m.in. poprzez grę sondażami. 11 czerwca w głównym wydaniu "Faktów" przedstawiono po raz kolejny korzystne dla Komorowskiego wyniki sondażu MillwardBrown SMG/KRC, mające świadczyć o wyraźnej przewadze kandydata PO nad Kaczyńskim. Milczeniem pominięto jednocześnie sondaż TNS OBOP, w którym przewaga Komorowskiego nad Kaczyńskim stopniała do 2 punktów. W tym samym wydaniu "Faktów" przedstawiono, chyba ku rozweseleniu widowni, wyniki ankiety, w której respondenci oceniali kampanie poszczególnych kandydatów. Jakżeby inaczej, okazało się, że najlepiej wypada jałowa kampania nudnego do bólu i przemawiającego jak Gomułka Bronisława Komorowskiego, rekordzisty w popełnianiu gaf i brylowania ignorancją. Zachwalany przez sztabowców marszałka sejmu obiektywizm i niezależność TVN24 wychodzi też w audycji "Szkło Kontaktowe", której przesłanie jest mniej więcej takie, że zwolennicy PiS to ciemnogród, a PO to jaśnie oświecona inteligencja, nowa zbawcza ?przewodnia siła narodu? z gensekiem Tuskiem na czele.


Lis i Żakowski w drużynie PiS
W myśl tej zasady z ramówki wycina się ludzi o innych poglądach, tak jak 4 czerwca gdy bez żadnej informacji z anteny usunięto program Konrada Piaseckiego "Piaskiem po oczach" w TVN24, którego gościem miała być prof. Jadwiga Staniszkis. Pani profesor jest "nieprawomyślna" - nie dość, że popiera w wyborach Jarosława Kaczyńskiego, to jeszcze krytykuje Komorowskiego za brak programu.


Taki "pluralizm poglądów" prezentuje telewizja Waltera rekomendowana przez marszałka sejmu i jego sztabowców. Szef sztabu Komorowskiego Sławomir Nowak, który w "Kontrwywiadzie" w stacji RMF FM przyznał, że polityczny układ Platformy z lewicą w drugiej turze ma zatrzymać lidera PiS, gdyż "będzie potrzebna wielka mobilizacja jasnej części Polski, żeby obronić kraj przed recydywą Kaczyńskiego". Komorowski zaś - jak zapowiadał Nowak - 13 czerwca miał nie wziąć udziału w debacie w TVP, bo siedziba telewizji na Woronicza w Warszawie, to rzekomo drugi sztab wyborczy Kaczyńskiego. Ciekawe spostrzeżenie, zważywszy że w telewizji publicznej z jednej strony znalazło się miejsce dla Jana Pospieszalskiego, a z drugiej dla Tomasza Lisa, czy Jacka Żakowskiego, którzy nie kryją swojej niechęci do PiS i Jarosława Kaczyńskiego. W stacji Waltera podobna sytuacja byłaby nie do pomyślenia - wśród gospodarzy głównych programów nie ma osób o poglądach innych niż linia stacji.


Tusku, musisz!
Podczas żadnej z dotychczasowych kampanii wyborczych nie było polityka, który wykazywałby się taką ignorancją w najważniejszych dziedzinach życia publicznego. Komorowski pobija tu wszystkie rekordy i zyskał już przydomek "Gafa".


Popełnia średnio dwie dziennie. Gubi się nawet w tak podstawowych sprawach jak zawartość artykułów konstytucji RP. 14 czerwca marszałek sejmu (!) stwierdził np., że o tym, iż podstawowym systemem zabezpieczenia zdrowotnego musi być publiczna służba zdrowia mówi art. 70 ustawy zasadniczej. Tymczasem jest to art. 68.


13 czerwca też był pechowy. Przed kamerami marszałek sejmu ujawnił, że... jest "przygotowywana strategia wyjścia z NATO. Całkiem zwyczajnie, jestem po rozmowie z panem premierem na ten temat właśnie". Chodziło rzecz jasna o Afganistan, ale co tam... U Platformy wszystkie pomyłki dozwolone...


Nerwy, strach... Miało być na luzie, Kaczyński miał się nie liczyć, a tu Komorowskiemu usuwa się grunt spod nóg. Tusk się wścieka, traci panowanie nad mową ciała. Twarz jak chmura gradowa, gdy stoi obok swojego partyjnego kumpla i słucha jego wiecowania, nie pozostawia wątpliwości. Premier doskonale zdaje sobie sprawę, że kolejne obsuwy topią także Platformę i grożą kolejnym, jawnym już buntem, przeprowadzanym tym razem nie przez Palikota, a przez Schetynę. A w konsekwencji klęską parlamentarną.


Najchętniej więc Tusk posłałby Komorowskiego na urlop, by się już nie odzywał i nie straszył ludzi swoim peerelowskim slangiem. Ale skoro się powiedziało "a"... Sztabowcy kandydata PO jak ognia pragną uniknąć jego starcia w debacie z najpoważniejszym konkurentem i dania plamy przez marszałka sejmu na oczach milionów ludzi. Stąd te zagrywki ze "sztabem PiS na Woronicza", "neutralną telewizją" Waltera, czy "ubitą ziemią" w Teatrze Polskim.


Kaszaloty i gniazdo os
Ludzie kandydata PO do końca nie mogli zdecydować się co będzie gorsze dla ich kandydata: puste krzesło w studiu telewizyjnym, czy ryzyko kolejnej kompromitacji. O tym, że Komorowski ostatecznie na debacie się pojawił zadecydowały spadające słupki poparcia, nie może jednak być inaczej skoro konkretnemu programowi zrównoważonego rozwoju Polski na wzór bawarski proponowanemu przez Kaczyńskiego może przeciwstawić jedynie pustosłowie, agresję i demagogię. Na Woronicza rozpoczął od obrażenia gospodarzy studia słynnym już "gniazdem os", a potem w swoim stylu palnął gafę mówiąc, że PiS wprowadził "sądy 48-godzinne". W rzeczywistości były to sądy 24-godzinne, ale co znaczy taka drobnostka dla marszałka Sejmu jak długość doby, podobnie jak pomylenie NATO z ZOMO, przy nieudolnym cytowaniu prezesa PiS...


Katalog gaf, lapsusów, wpadek to zbiór nieskończony. W Kaniowie, gdzie ludzie bohatersko walczyli z falą powodziową Komorowski błysnął czarnym humorem: "W zeszłym roku powódź, w tym roku powódź, więc pewnie ludzie są już oswojeni, obyci z żywiołem". Zapachniało Cimoszewiczem z 1997r. Inne "odkrycie" to stwierdzenie, iż "woda ma to do siebie, że się zbiera i stanowi zagrożenie, a potem spływa do głównej rzeki i do Bałtyku."


Potem jeszcze było m.in. określenie Dunek mianem "kaszalotów" (tu brawa biły pewnie feministki i żona kandydata ), członkostwo Norwegii w UE, pomylenie deficytu budżetowego z długiem publicznym, czy stwierdzenie że niepotrzebne są starania o zniesienie amerykańskich wiz.


"Pamiętaj głupku o gazie z łupków!"
W Londynie Komorowski zasłynął ze stwierdzenia, że gaz łupkowy wydobywa się metodą odkrywkową i dlatego, ze względu na zagrożenie dla środowiska naturalnego, nie należy go eksploatować w Polsce. W uznaniu "znawstwa" metod wydobywania surowca "Naszość" w Poznaniu powitała p.o. prezydenta transparentem o treści: "Pamiętaj głupku o gazie z łupków", a także prezentami: m.in. pluszowym kaszalotem oraz trzema psami myśliwskimi, wabiącymi się KGB, FSB i WSI. Ten happening przypomina o rzeczy podstawowej dla naszej suwerenności gospodarczej - potrzebie złamania gazowego dyktatu rosyjskiego. Gaz łupkowy, wydobywany - by najprościej to ująć - za pomocą odwiertów stwarza taką możliwość. Jednak w stolicy Anglii marszałek sejmu, nazywany już "hrabia Komoruski" - używał argumentów podobnych do tych artykułowanych przez rosyjski Gazprom, dla którego wydobycie przez Polskę gazu łupkowego jest równoznaczne z osłabieniem pozycji koncernu m.in. poprzez uniezależnienie się Polski od dostaw surowca z Rosji.


Umizgi wobec Rosji nie są nowością u Komorowskiego i Platformy. Rząd Tuska zabiegał o wizytę Putina na Westerplatte 1 września 2009r., mimo antypolskiej propagandy w rosyjskich mediach. Wcześniej były jeszcze skandaliczne z punktu widzenia naszego bezpieczeństwa narodowego wypowiedzi członków rządu Tuska w kwestii tarczy antyrakietowej, której elementy, rakiety Patriot, ostatecznie w Polsce się znalazły. Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski pod koniec czerwca 2009r. w wywiadzie dla "Russia Today" powtórzył już wcześniej deklarowaną zgodę na dokonywanie przez Rosjan inspekcji w bazie amerykańskiej, a w skrajnych rozwiązaniach mówiło się też o specjalnym systemie kamer przemysłowych, które umożliwiłyby Rosjanom obserwację działalności bazy. Cóż to byłaby za gratka dla neosowieckich specsłużb.


Szampan od Dukaczewskiego
Komorowski - podobnie jak Tusk - tak w przypadku wyjaśnienia przyczyn katastrofy w Smoleńsku, jak w kwestii suwerenności energetycznej mówi jednym głosem z Kremlem. Stanowisko Gazpromu jest zrozumiałe z punktu widzenia jego interesów, ale w przypadku kandydata na prezydenta Rzeczpospolitej, który powinien kierować się naszą racją stanu, co najmniej zdumiewa.


"Bronek, tyś najpiękniejszy z całej WSI" - komplementowała w Poznaniu "Naszość" faworyta PO. Czy jednak deklaracja poparcia dla Komorowskiego ze strony gen. Marka Dukaczewskiego nie jest symptomatyczna? Były szef Wojskowych Służb Informacyjnych, czyli WSI, szkolony przez GRU w Moskwie, powiedział "Polsce The Times", że "żołnierze WSI nie będą głosować czwórkami, ale Komorowski ma mój głos i środowiska WSI, bo kategorycznie był przeciwny likwidacji WSI. Otworzę szampana, gdy wygra".


Wbrew temu, co mówi "salon", "sieroty po WSI", czy Tusk Vision Network, większość Polaków jakoś nie chłodzi szampana na wypadek wygranej hrabiego - myśliwego. Sondaże przeprowadzane m.in. w internecie pokazują całkiem inny obraz preferencji wyborczych, niż te robione na zamówienie TVN, o czym pisaliśmy już w tekście "Palikot puścił farbę?". Oczywiście, przedstawiciele dużych sondażowni podają w wątpliwość wartość metod, czy reprezentatywność tych badań, ale z drugiej strony - co to za sondaże rzekomo poważnych ośrodków badania opinii publicznej, którym 60 proc. odmawia udzielenia odpowiedzi na pytania, co potwierdził m.in. specjalista od marketingu politycznego Eryk Mistewicz. Potem widać efekty takie, jak w 2005r., gdy jedna z poważnych sondażowni wskazała Tuska jako zwycięzcę pierwszej tury wyborów prezydenckich. Sondy internetowe, czy esemesowe mają przynajmniej walor anonimowości, który ośmiela do wyrażania preferencji wyśmiewanych przez tzw. opiniotwórcze media.


Pomożecie?
Sytuacja Komorowskiego nie wygląda tak różowo, jak na ekranie TVN i TVN24. Rzeczywistość skrzeczy i nie jest to tylko kwestia wyborczych sondaży. Zgrzyta w samej PO i w sztabie marszałka. Co prawda media roztrąbiły wyruszenie w teren autokaru z wolontariuszami Komorowskiego, ale brakuje już np. chętnych do rozprowadzania jego "propagitek". "Gazeta Wyborcza", przychylna przecież kandydatowi Platformy, ujawniła że jego kampanii szkodzi słaba mobilizacja struktur w niektórych regionach: "Gdy w weekend w Polskę wyruszyły tiry z ulotkami marszałka, w kilku województwach nie miał kto ich rozładować".


Opuszczonemu w potrzebie Komorowskiemu musi pomagać... rodzina: "W Warszawie syn Komorowskiego musiał sam przyjechać w nocy, żeby rozpakować ulotki. Z Wrocławia dostaliśmy maila, że mają weekend - mówi jeden ze sztabowców Komorowskiego. - Jeśli nasi ludzie nie angażują się w kampanię, to jak mamy wygrać?"
Ano właśnie. Tym bardziej, że materiały Kaczyńskiego są wręcz rozchwytywane, o czym mogliśmy się naocznie przekonać 11 czerwca.


Sondaże internetowe, wpadki kandydata, kłótnie w sztabie, zniechęcenie wśród lokalnych działaczy PO, nie wróżą dobrze Komorowskiemu, a nieciekawą całość dopełniają jeszcze (kto by pomyślał!) tuzy partyjne i rządowe. Minister finansów w rządzie Donalda Tuska, Jacek Rostowski, spytany przez RMF FM, czy nie wierzy w zwycięstwo Komorowskiego odparł wprost, że "jest poważne ryzyko, że może wygrać Jarosław Kaczyński." A Janusz Palikot - polityczny ojciec chrzestny Bronisława Komorowskiego - mówi, że zwycięstwo z Kaczyńskim nie będzie łatwe.


Skąd taki pesymizm? Przecież prezydentura to - jak mawiał Tusk - tylko "prestiż, żyrandol i pałac", a pan Bronek to murowany zwycięzca.
Julia M. Jaskólska
Piotr Jakucki




© 2017 KIELCE ŚWIĘTOKRZYSKIE POLSKA ŚWIAT | pF