Równanie Kudryckiej (cz. 1)

Czy wiesz, Czytelniku, że: 1 profesor równa się 2 doktorom, a 1 doktór 2 magistrom? Informujemy o tym nowym "naukowym" osiągnięciu rządu Donalda Tuska. Z pewnością ten rewelacyjny wkład w rozwój polskiej matematyki zostanie nazwany "równaniem Kudryckiej" - pisze Zbigniew Lipiński w Nr 27 tygodnika "Nasza Polska" z 7 lipca 2010r.

Nie, to nie żałosny żart, ale synteza art. 9a projektu nowelizacji "Ustawy o szkolnictwie wyższym" wysmażonego w Ministerstwie Szkolnictwa Wyższego i Nauki, którym kieruje Barbara Kudrycka. "Czemu nie pójść dalej: 2 licencjatów = 1 magister, 2 studentów = 1 licencjat, 2 maturzystów = 1 student itd. Konsekwentnie idąc w tym kierunku, można wyliczyć, że jednego profesora można zastąpić 256 przedszkolakami. Jest to teza równie uprawniona jak ta, że 2 doktorów dysponuje łączną wiedzą odpowiadającą wiedzy profesora" - szydzi z "równania Kudryckiej" Inicjatywa Obywatelska Instytutów PAN. Tej nowelizacji oraz uchwalonym już przez Sejm i podpisanym przez p.o. prezydenta Bronisława Komorowskiego ustawom o nauce poświęcona była konferencja w Krakowie zorganizowana 22 czerwca 2010r. przez Krajową Sekcję Nauki NSZZ "Solidarność" oraz Porozumienie NSZZ "Solidarność" Uczelni Krakowa w siedzibie Instytutu Fizyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Podczas konferencji prowadzonej przez szefa KSN prof. Edwarda Malca zabierali głos naukowcy i reprezentanci ?Solidarności? kilku uczelni naszej starej stolicy: UJ, Akademii Górniczo-Hutniczej, Uniwersytetu Ekonomicznego oraz PAN i KSN.

Nie będą się PAN-oszyć

Szkoły wyższe nie zostały jeszcze "załatwione" zapędami pożal-się-Boże reformatorskimi Kudryckiej et consortes (to dopiero przyszłość, choć niedaleka), ale Polska Akademia Nauk i pozauczelniane placówki naukowe doprowadzono do porządku (Tuskowego porządku - dodajmy). 30 kwietnia br. Sejm i Senat zakończyły prace nad ustawami dotyczącymi nauki polskiej, a to: o Narodowym Centrum Badań i Rozwoju, Narodowym Centrum Nauki, o instytutach badawczych, o PAN, o zasadach finansowanie nauki. Zostały one przekazane p.o. prezydentowi 4 maja. Osiem dni później naukowcy z 35 instytutów PAN wystąpili do Komorowskiego z listem otwartym, prosząc o bezpośrednią rozmowę i zawetowanie artykułu dotyczącego wynagrodzeń, które prowadzą do degradacji i tak niezwykle niskich wynagrodzeń w instytutach PAN. P.o. prezydenta nie udzielił odpowiedzi na list, uczonych nie zaprosił, a ustawy podpisał. No i słusznie, niech się jajogłowi nie PAN-oszą. "Naczalstwo łutsze znajet" - jak przekonywali urzędnicy carscy i sowieccy, a i "Ordnung muss sein".  

W tyle za Czechami i Słowenią


Słusznie również dlatego, że owi jajogłowi mówią i piszą rzeczy nieprzyjemne dla władzy (co za potworny nietakt!). Okazuje się bowiem, że zapowiedziany przez Donalda Tuska wzrost nakładów na naukę i szkolnictwo wyższe do poziomu 2 proc. PKB w roku 2013 pozostał li tylko zapowiedzią. Będzie się przedstawiał "nieco" inaczej: z 0,36 proc. PKB w 2008r. do oszałamiającego wskaźnika 0,42 w 2013r. Tymczasem średni poziom finansowania nauki w Unii Europejskiej wynosi 1,9 proc. PKB, a dwóch krajach postkomunistycznych Czechach i Słowenii - odpowiednio 1,47 i 1,66, czyli 4,6 mniej niż u naszych południowych sąsiadów i czterokrotnie mniej niż w malutkim kraju byłej Jugosławii. Takie postawienie sprawy przez ustawodawcę ogranicza możliwość korzystania przez nasze placówki naukowe z grantów UE, nawet przy wnioskach o najwyższej randze naukowej, gdyż warunkiem uzyskania grantu unijnego jest wkład własny stanowiący 25 proc. wartości projektu. "I w ten oto  sposób nasz kraj, wpłacając składkę do budżetu UE, dofinansowuje badania naukowe prowadzone w krajach znacznie od nas bogatszych" - zwracają uwagę naukowcy PAN.

A z drugiej strony podliczają oni koszty "reform" przygotowanych przez Ministerstwo. Tak więc powołanie Narodowego Centrum Nauki kosztować będzie 24,5 mln zł, konsolidacja i reorganizacja majątku PAN - 25, 7 mln zł.

"Inicjatywa" utrzymuje, że "tak wprowadzona reforma oznaczać może likwidację około połowy placówek naukowych w Polsce", a generalnie ustawy "nie sprzyjają... poprawie sytuacji nauki w Polsce, lecz wręcz ją pogarszają".  Np. w 2010r. Instytut Immunologii i Terapii Doświadczalnej PAN we Wrocławiu na całokształt działalności otrzymał 9,6 mln zł przy zatrudnieniu 198 osób, co daje średnio kwotę 4080 zł miesięcznie. Natomiast Narodowe Centrum Nauki tylko na wynagrodzenia dla pracowników (85 osób) otrzymało 8,5 mln zł, co daje średnią brutto ok. 8300 zł miesięcznie. Uczeni podkreślają, że nie dysponują danymi o wydatkach budżetowych związanych z innymi przedsięwzięciami "reformatorskimi", takimi jak zmiany w Narodowym Centrum Badań i Rozwoju, działanie Komitetu Ewaluacji Jednostek Naukowych, przekształcanie, w tym prywatyzacja i likwidacja instytutów badawczych, powołanie Komitetu Polityki Naukowej. Przypuszczają, iż ten koszt rozrostu struktur biurokratycznych może okazać się o wiele wyższy niż szacowany przez Ministerstwo w 2008r.

Mniej niż pomoc kuchenna

Dramatycznie przedstawia się, a będzie tylko gorzej, sytuacja płacowa kadry naukowej zatrudnionej w strukturach PAN. Zapewnia to art. 104 ustawy o PAN, w którym czytamy: "Zasady wynagradzania pracowników instytutów określa się w zakładowych układach zbiorowych pracy albo zakładowych regulaminach wynagradzania". W sytuacji narastającego kryzysu oraz spadku dochodów budżetu państwa - stwierdzają członkowie "Inicjatywy" - oznacza to drastyczne obniżenie płac naukowców, i tak żenujących. Już obecnie niektórzy profesorowie otrzymują wynagrodzenie zasadnicze wysokości 2770 zł brutto (!). Dla porównania: powiatowe urzędy pracy oferują sprzątaczce 2000 zł, kasjerowi - 2500 zł, a pomocy kuchennej 2800 zł brutto. Przypominają też: "Zastanawia również nierówność w traktowaniu pracowników naukowych PAN i pracowników uczelni publicznych zatrudnionych na analogicznych stanowiskach - na uczelniach obowiązuje bowiem zróżnicowana, zależna od stopnia naukowego ponadto zawierająca mechanizm waloryzowania, siatka płac". Chociaż i tam waloryzacji nie było od dwóch lat.

Aby jeszcze bardziej uczonych ?ustawić do pionu?, ustawodawca znosi możliwość dodatkowego zatrudnienia pracowników naukowych. Zgodnie z art. 94 ustawy o PAN podjęcie dodatkowego zatrudnienia lub działalności gospodarczej przez pracowników naukowych bez zgody dyrektora instytutu grozi wypowiedzeniem pracy.  Niby dyrektor może udzielić takiej zgody, ale musi on "przedstawić do wiadomości odpowiedniej rady kuratorów wydziału właściwego ze względu na specjalność naukową instytutu informację o pracownikach, o których mowa w ust. 3?6. Informacja ta jest uwzględniana przy ocenie instytutu, o której mowa w art. 28 ust. 4 pkt 1".


Teoretycznie może to i słuszne, tyle że ustawodawca nie wniknął w powody innych zajęć pracowników nauki, a pogarszając dodatkowo ich warunki finansowe, praktycznie zabrania im dorabiać. Pamiętajmy, iż "prawo nie działa wstecz", więc grożą procesy ze strony tych, którzy podjęli działalność gospodarczą przed wejściem w życie tego zakazu. Istnieje też problem zgodności tego zapisu z Konstytucją, która zapewnia wolność działalności gospodarczej.

Ze specsłużbami w tle


Naukowcy PAN wskazują też na inne zagrożenia wynikające z ustaw regulujących sprawy nauki. Tak więc zgodnie z art. 110 ustawy o PAN oraz art. 45 ustawy o instytutach badawczych "Stosunek pracy z mianowanym pracownikiem naukowym może być rozwiązany również z innych ważnych przyczyn po uzyskaniu zgody rady naukowej instytutu". Pojęcie "inne ważne przyczyny" jest rozciągliwe i rozległe, ponieważ ustawodawca nie był uprzejmy ich wyłuszczyć. Komentując ten zapis, stwierdzają: "Istnieje więc poważne niebezpieczeństwo, że przepis ten będzie wykorzystywany w celu pozbycia się profesorów z różnych względów niewygodnych". Ależ przecież o to chodzi, proszę Pań i Panów. Czy losy dra Ratajczaka nic Wam nie mówią?


Art. 24 ustawy o Narodowym Centrum Nauki głosi: "W szczególnych przypadkach Koordynator Dyscyplin, po zasięgnięciu opinii Zespołu Ekspertów, może dokonać zmian kolejności projektów badawczych na liście rankingowej. Koordynator Dyscyplin przedkłada Dyrektorowi do zatwierdzenia zmienioną listę rankingową wraz z pisemnym uzasadnieniem". W rękach Koordynatorów Dyscyplin znajdzie się ogromna władza: to oni będą proponować wysokość środków na dany grant, oni też będą mogli zmieniać kolejność projektów badawczych na liście rankingowej. Pojęcie 'w szczególnych przypadkach' jest całkowicie nieostre i pozostawia ogromne pole do nadużyć" - puentują ten zapis naukowcy PAN. A nadto zmiana kolejności na liście rankingowej może wpływać na los poszczególnych osób i całych jednostek badawczych, "ponieważ po reformie finansowanie badań odbywać się będzie niemal wyłącznie poprzez granty" - przypomina "Inicjatywa".

Przypomnijmy też art. 39 ustawy o instytutach badawczych: "Żołnierze zawodowi oraz funkcjonariusze służb podlegających ministrowi właściwemu ds. wewnętrznych mogą zostać oddelegowani do pełnienia służby w instytucie badawczym". Ponieważ brak doprecyzowania, że dotyczy to instytutów pracujących dla obronności i bezpieczeństwa kraju, oznacza to, że do każdego instytutu mogą być oddelegowani pracownicy służb specjalnych. Skąd my to znamy?


Na wspomnianej konferencji problematykę tę przedstawiał doc. dr Michał Kokowski z Instytutu Historii Nauki PAN. Natomiast materiały w tej sprawie oraz pytania do kandydatów na prezydenta prócz doc. Kokowskiego opracowali: prof. dr hab. Mieczysław Boguś (Instytut Parazytologii PAN), prof. dr hab. Janusz Boratyński (Instytut Immunologii i Terapii Doświadczalnej PAN), prof. dr hab. Andrzej Sawicki (Instytut Budownictwa Wodnego PAN), doc. dr hab. Marian Srebrny (Instytut Podstaw Informatyki PAN).

Do projektu nowelizacji ustawy o szkolnictwie wyższym wrócę w następnym odcinku, gdzie m.in. rozwinę "równanie Kudryckiej". Cdn.   
Zbigniew Lipiński

 

 

Za: naszapolska.pl

© 2017 KIELCE ŚWIĘTOKRZYSKIE POLSKA ŚWIAT | pF